Ulrich W. Herzog, prezes ORIS, to żywa legenda szwajcarskiego zegarmistrzostwa. Do firmy dołączył jako dyrektor marketingu pod koniec lat 60., przeżył kryzys kwarcowy w latach 70. oraz sprzedaż firmy półpublicznej grupie ASUAG (Allgemeine Schweizerische Uhrenindustrie AG). W 1982 roku, w ramach operacji „management buyout”, odkupił ją od ASUAG, odzyskując tym samym jej niezależność. Ten moment oznacza odrodzenie Oris, które od tamtej pory poświęca się produkcji zegarków mechanicznych „w rozsądnych cenach”, jak sam mówi. Oris trzyma się z dala od pozornego szaleństwa wzrostu cen, które dotknęło niektórych konkurentów, co ma wiele wspólnego z tą niezależnością decyzyjną. Rozmawialiśmy z nim podczas prezentacji jego najnowszego projektu: Oris Oceans Keeper.

Oris był niezależną marką praktycznie przez całą swoją historię. Czy tak pozostanie, czy przewiduje Pan strategiczną sprzedaż lub fuzję w najbliższym czasie? Czy są jakieś rozmowy?
(uśmiech) Niezależność biznesowa to sposób myślenia, mentalność. To sposób, w jaki chcemy robić rzeczy, z swobodą działania, ale przede wszystkim decyzji. Osoby, z którymi na ten temat rozmawiam, mówią mi, że to właśnie najbardziej cenią w naszej marce. Tak, cały czas otrzymujemy propozycje sprzedaży, co najmniej pięć rocznie, i zawsze odpowiadam to samo: nie jesteśmy na sprzedaż, nie mamy zamiaru ani potrzeby tracić naszej wolności, która jest przecież naszym znakiem rozpoznawczym.
W ciągu ponad stuletniej historii Oris stworzył niezliczone kalibry, ale dopiero z okazji 110. rocznicy odzyskał tę tradycję, tworząc kaliber 110, a od 2014 roku co roku dodaje kolejną komplikację, mając już trzy. Ile jeszcze macie w planach?
Opracowanie kalibru 110, który możemy nazwać „kalibrem bazowym”, zajęło nam ponad cztery lata i muszę przyznać, że mimo iż w naszej historii mieliśmy aż 270 kalibrów, było to spore wyzwanie, ponieważ od ostatniego minęło 35 lat, a ten oczywiście nie był tak zaawansowany. Po nim zajęliśmy się dodawaniem modułów do kalibrów bazowych EtaSA lub Sellita, więc z kalibrem 110 praktycznie zaczynaliśmy od zera. Zdobyliśmy ogromne doświadczenie przy jego opracowywaniu i każdy nowy kaliber jest lepszy od poprzedniego. Ile ich jeszcze będzie? Mogę tylko potwierdzić, że w przyszłym roku pojawi się kaliber 114.

Często mówi Pan o „rozsądnych cenach”. Wchodząc w produkcję własną z tym nowym kalibrem, ceny nieuchronnie rosną. Czy w tym kierunku zmierza marka? Może to początek nowej ery w Oris?
Nie nazwałbym tego erą. W rzeczywistości wszystko jest względne, a nasze ceny mogą pozostać rozsądne nawet w przypadku produkcji własnej. Kiedy kalkulujemy ceny naszych produktów, robimy to z kryterium racjonalności, szukając równowagi, bez dążenia do nieproporcjonalnych marż, które zaszkodziłyby nam w dłuższej perspektywie. Dlatego ten kaliber produkowany we własnym zakresie nadal utrzymuje doskonały stosunek jakości do ceny. Owszem, to nowy teren, a wydanie 5000 € na markę, na którą do tej pory wydawało się maksymalnie 2000 lub 2500 €, to nowe doświadczenie, ale jest to część naszej własnej ewolucji i muszę powiedzieć, że rynek zareagował bardzo pozytywnie, zwłaszcza na kaliber 111 Big Crown ProPilot. To nie jest zmiana strategii, nie tracimy z oczu naszego rdzenia, czyli zegarków w okolicach 2000 €, po prostu chcieliśmy udowodnić sobie, że jesteśmy w stanie to zrobić. Jak powiedziałem wcześniej, stworzyliśmy 270 kalibrów w ciągu naszej historii, więc przywrócenie tej działalności było naturalne, a 110. rocznica wydała nam się odpowiednim momentem.

Kontynuując temat „produkcji własnej”, jasne jest, że Oris przeprowadził całą koncepcję, projekt i rozwój kalibru 110, ale co z częścią produkcyjną? Czy Oris również go wytwarza?
W całej naszej historii, z naszymi dziesięcioma fabrykami, w Oris produkowaliśmy praktycznie wszystkie komponenty naszych zegarków, w tym oczywiście kalibrów. Dlatego mamy duże doświadczenie w tej dziedzinie i zdajemy sobie sprawę, że sektor bardzo się od tego czasu zmienił. Obecnie jest to świat, w którym każdy producent jest super wyspecjalizowany we własnej działalności, co oczywiście wpływa również na przemysł zegarkowy. Rzeczywiście, powierzamy produkcję naszych projektów firmom zewnętrznym i według naszych specyfikacji, a w tych firmach spotykamy inne renomowane marki, które również powierzają im część swojej produkcji, nawet jeśli później twierdzą, że produkują samodzielnie. Ale prawda jest taka, że nie jest już możliwe dalsze wytwarzanie wszystkiego samemu, jeśli chce się utrzymać wąski przedział cenowy. Ważne jest to, że koncepcja i rozwój kalibru 110 oraz jego następców jest w 100% dziełem Oris.
Ruchy nieprodukowane we własnym zakresie: wiadomo, że wzrost Sellity (obecnego dostawcy kalibrów Oris) nastąpił w momencie, gdy EtaSA ogłosiła, że przestanie dostarczać markom spoza Swatch Group. Wygląda na to, że sytuacja ekonomiczna zmieniła wasze zdanie. Czy Oris ponownie będzie kupować od EtaSA?
Sellita była głównym klientem EtaSA (kupowała komponenty, aby je montować i sprzedawać gotowe kalibry lub ebauche). Kiedy EtaSA wydała to ogłoszenie, miała akurat tyle czasu, aby przekierować fabrykę zatrudniającą 400 pracowników w kierunku fabryki z własnymi mechanizmami. Oris, który już wcześniej współpracował z EtaSA w czasie, gdy należał do grupy ASUAG (zalążka tego, co później stało się Swatch Group), musiał zrezygnować z produkcji własnych kalibrów na jej rzecz na podstawie umowy... Byliśmy jednym z pierwszych klientów Sellity i nie mamy zamiaru przestać nimi być, ponieważ nikt nie wie, kiedy EtaSA ponownie zmieni zdanie, a także dlatego, że jak powiedziałem na początku, w Oris chcemy kontrolować własny los.

W obliczu niekontrolowanego wzrostu stawek w ostatnich latach, właśnie w wyniku sytuacji ekonomicznej, niektórzy konkurenci zdecydowali się nie tyle na obniżkę cen, co na powrót do poziomów wejściowych poniżej 1000 €. Czy Oris rozważa coś podobnego?
Mamy już za sobą tę cenę wejścia, ale w Oris uważamy, że jesteśmy poza tym etapem. Obniżenie teraz naszych cen byłoby jak oszukiwanie naszych klientów, ale też nie możemy, ponieważ nasze ceny, jak już mówiłem, są starannie wyliczone i adekwatne do oferowanego produktu. Oczywiście moglibyśmy obciąć własną marżę, czekając na bankructwo (śmiech), ale podkreślam, że nasze kalkulacje są spójne z tym, co oferujemy, a prawdziwa wartość nie powinna tracić na wartości. Inną sprawą byłoby rozpoczęcie produkcji „low cost”, jak zrobili to niektórzy konkurenci, przypuszczalnie z konieczności, ale to coś, co na razie nie wchodzi w grę w naszych planach krótko- ani długoterminowych.

Na koniec z dumą pokazuje mi serię dokumentów z początku XX wieku, które zawierają wszystko, od założenia firmy po ewolucję logo, emblematów i katalogów firmy na przestrzeni lat. Ciekawostka: słynny „człowiek”, który charakteryzował Mido w połowie stulecia, został kupiony od Oris, który wymyślił go lata wcześniej. Dziękujemy Panu Herzogowi za poświęcony czas;To przywilej i przyjemność móc przeprowadzić wywiad z jednym z protagonistów najnowszej historii szwajcarskiego zegarmistrzostwa.